Hunger is my friend
środa, 27 czerwca 2012
Początki zawsze są trudne
POCZĄTEK ZMIAN.
A więc postanowione: muszę schudnąć.
Mam naście lat, 169 cm wzrostu i ważę stanowczo za dużo.
Moja waga nie wykracza poza normę, nie mam nadwagi, ale czuję, że jestem grubą,tłustą świnią, która nie zasługuje by żyć.
Jestem beznadziejna.
Rano gdy się zważyłam, o mało nie dostałam zawału serca. Jak można aż tyle ważyć??? Nie chciałam na siebie patrzeć, muszę schudnąć to jest postanowione. Rano zjadłam 5 suszonych morel, potem dzielnie trzymałam się. W domu zjadłam kubeczek jogurtu naturalnego z suszoną żurawiną. Normalnie cud, miód, dieta idzie idealnie. Do momentu gdy moja matka wróciła do domu. Przywiozła kebaby, zachciało mi się płakać. Kebab ma ok. 600 kcal, czyż nie? Postanowiłam, że go zjem później na obiad i to będzie na tyle. Gówno wyszło. Pożarłam go pół godziny po postanowieniu. Jadłam tak szybko, że aż uszy mi się trzęsły.
Potem poczułam wyrzuty sumienia... "Ty gruba świnio! Jak śmiałaś to zjeść?". Poleciałam do łazienki i uklękłam przed toaletą. Włożyłam palce do gardła i pchałam jak najgłębiej. Łzy ciekły ciurkiem, zwróciłam może z 1/8 tego tłustego gówna. Samą bułkę, nawet nie całą.
Trudno, mówi się. Dzisiaj nie zjem już nic. I tak nie jest źle, nawet z tym kebabem. Ok 900 kcal. Pójdę jeszcze dzisiaj biegać i na rowerek stacjonarny. Po pół godziny obu.
Na szczęście w poniedziałek jadę na 10 dni na obóz sportowy. Może tam trochę schudnę.
Waga rano: 57,7 kg. Cel do niedzieli: 57kg.
Cel jest dość realny, wierzę,że mi się uda.
Trzymajcie kciuki!
Buźka :3
Subskrybuj:
Posty (Atom)